Współczesny Uroboros. Wnętrze z historią

meble

Moda na modę. Brzmi absurdalnie? I takim jest, moda na modę właśnie zaczęła trawić własny ogon.

Modne stało się noszenie markowych ubrań z second handu, bo tak samo modne stało się życie w stylu eco, oszczędność i myślenie pseudo antykonsumpcyjne. Współczesna moda to odwrotność splendoru masy, która tak masowo zaczęła do nas napływać zza oceanu na początku nowego milenium- uczęszczanie na koncerty kapel lo-fi w niszowych, undergroundowych klubach, na które jeszcze kilka lat temu spoglądaliśmy z pogardą lub wcale, bo nogi niosły w stronę diamentowych kul i błysku latarni głównych ulic naszych miast. Silna potrzeba mocnego akcentowania braku zgody na poddanie się panującym trendom zrodziła nowy trend, tzw. hipsteriadę, której chcąc nie chcąc, należą się pewne podziękowania. Za co?

A za to, że jak nigdy czerpie z historii. To swoista plejada historycznie zapomnianych skamieniałości, im mniej znane tym lepiej. Czy to coś złego? Niekoniecznie, o ile nie przybiera to formy ekstremalnej, kiedy to na siłę próbujemy udowodnić, jacy anty możemy być, że aż nam samym to przeszkadza. Noszę sweter po dziadku, bo jest cool, ale kawę piję za 12zł, bo… kto bogatemu zabroni.

Moda na modę przekłada się kompleksowo na każdą płaszczyznę życia, zaczynając od wyglądu, przez relacje z innymi (zazwyczaj dopełnieniem stają się ziomki o podobnej aparycji), środek transportu (auto za dużo pali, będę jeździć tramwajem, nie! Rowerem… singlem, nie! Lepiej fixem, bo komunijna zajawka na magiczną liczbę 27 przełożeń jest passe. Składać… nie, zamówię- pisząc to sam się irytuje, bo przecież filozofia zgoła inna), kończąc na mieszkaniu…

Kilka słów o modnym mieszkaniu…

Mały metraż, choć do niego zmusza raczej rynek nieruchomości, nie sama potrzeba zamknięcia w klatce, nawet jeśli posiada ona spore zaplecze balkonowe- marzenie, albo zagracony choć częściej to muzeum rodem z Ikei- od wyposażenia kuchni, przez akcesoria (w wresji full; meble, podajniki, wieszaki i ręczniczki, a nawet kaczuszka do kąpieli) łazienkowe, kończąc na mało istotnych obrazach drukowanych, dywanikach, podstawkach, kwiatkach i pluszakach.

Edit: właśnie dotarło do mnie, że pokolenie Ikea to nie pokolenie nowoczesności, a wygody i lenistwa. Podczas jednych zakupów zwiedzając kolejne działy, można kupić całe mieszkanie hurtowo… niesamowite.

Na szczęście ikea style ma to do siebie, że został zaprojektowany w zgodzie ze skandynawskim gustem i potrzebą funkcjonalności w prostym designie, choć wprowadza to pewną rutynę, kiedy połowa mieszkań na instagramie prezentuje ten sam zestaw mebli jednak w różnych kolorach. Istnieje model hipster hard- chyba najbardziej ceniony przeze mnie zespół cech, którymi w sumie warto i ciekawie jest się w życiu kierować. Bez szumu i poklasku, ideał, żywa mekka. Swoje za uszami ma, jednak jest cichy i grzeczny o miłej aparycji z błyskiem w oku, którego chce się poznać, bo na pewno skrywa jakąś niecodzienną tajemnicę. Z pracą w branży ambitniejszej, do której dojeżdża starym, wysłużonym samochodem po ojcu, który jednak mało pali i zmieści się wszędzie. Posiada rower, bo czemu nie, moda na aktywny tryb życia jest akurat słusznym posunięciem. Rower nie byle jaki, bo odrestaurowany przez zimę rower dziadka, który z pozoru tylko wygląda jak single speed, ku zaskoczeniu wszystkich 3 przerzutki w pieście i torpedo. Kończąc na mieszkaniu. Również nie byle jakim, bo pustym. Idealnym dla modnej narzeczonej, która do szczęścia będzie potrzebowała więcej niż kartonu na ubrania. Oczywiście obraz mocno przerysowany, jednak do czego zmierzam…

Zdarzyło mi się ostatnio kilkukrotnie zawitać do takich mieszkań. Z pozoru opuszczone, jednak serce stanowi kuchnia, wyposażona w najpotrzebniejsze sprzęty, zdecydowanie eksploatowana częściej niż raz w tygodniu. Nie wiem czy to za sprawą mody na jedzenie i piekielnego gotowania dla wróbelka, ale przyjemnie wejść do mieszkania, w którym panuje zupełna wolność z piękną kuchnią. Mówiąc wolność mam na myśli brak zbędnych elementów. Łóżko zbite z palet pomalowanych na biało, podświetlonych choinkowymi lampkami. Na ziemi książki i winylowe płyty ułożone alfabetycznie tworzą oryginalna ścieżkę do starego gramafonu, przy którym stoi nocna lampka z wiklinowym abażurem. Po drugiej stronie stara, odnowiona komoda, którą zapewne uratował przed śmiercią w płomieniach, równo pokryta białą emalią, a w niej zestaw najpotrzebniejszych ubrań na co dzień i po domu. Kluczowy element- ściana. Oczyszczona, zaimpregnowana cegła, nieco rock’n'drollowo lub gładź stanowiąca doskonałe płótno pod olejny obraz, do którego siada wieczorami przy kubku orientalnej herbaty. I tyle. Czasami zdarzy się wygodny fotel w wersji maxi, w którym można się zagnieździć z książką w ręku, idealny jako legowisko dla psa lub kota. Rybki też znalazłyby szczęśliwy kąt zapewne z widokiem na Hemingwaya.

Aranżacja to pole do popisu dla wyobraźni, o ile nam jej nie brakuje sposobów na zbudowanie swojego idealnego życia w czterech ścianach istnieje nieskończona liczba. Nie ma sensu przyglądanie się sąsiadom i ich drewnianym meblom. Lepiej samemu i powoli, z dokładnością i z zamysłem. Żyć szybko, mieszkać powoli.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *